No i co święta święta i po świętach przyznam straszne mi się podobały tak straszne tęskniłam za rodziną,że zapomniałam jak to jest być w gronie przyjaciół na święta.
Cieszę się,że mam tak wspaniałych przyjaciół którzy przyjdą pocieszę i pomogą gdy mam jakiś kłopot podeszłam do zdjęcia moich rodziców to on mnie wszystkiego nauczyli poznali mnie z tym światem nauczyli mnie żyć marzyć i śnić patrzałam się na ich zdjęcie i ciągle się uśmiechałam nawet nie zauważyłam kiedy do pokoju wszedł Kendall podszedł pocichł i się przytulił.
-To twoi rodzice zapytał.
-Tak.
-Piętą miałaś mamę.
-Dziękuję.
-Musiała być bardzo mądrą kobietą.
-I była nauczyła mnie wszystkiego pamiętam gdy byłam mała moja mama zawsze powtarzała,że życie jest tylko jedno i nie można go zmarnować mówiła bym znalazła sobie takich przyjaciół którym będę mogła zaufać i pamiętam taki wierszyk który zawsze mi powtarzała,
-Co to za wierszyk możesz mi go powiedzieć.
-Tak.
Miłość,wiara,szczerość
- solidny fundament.
Na nim budujemy
- wspólne zaufanie.
Gdy poddajesz próbie,
fałszem,zakłamaniem,
ryzykujesz wiele
- stracisz zaufanie.
Kiedy te uczucia,
zostaną zachwiane,
może legnąć w gruzach
- czyjeś zaufanie.
Nie łatwo jest spełnić,
te oczekiwania,
otrzymując w zamian
- kredyt zaufania.
Zapomnij urazy,
nie próbuj się wzbraniać,
zasłużysz na miano
- godny zaufania.
Miej serce otwarte,
dla świata i ludzi.
Uwierz w to, bo warto
- zaufanie wzbudzić.
Całym życiem trzeba,
zapracować na nie,
aby ktoś obdarzył
- szczerym zaufaniem.
-Twoja mama go wymyśliła.
-Nie moja babcia mówiła go mojej mamie a moja mama mi.
-Aha to z pokolenia na pokolenie.
-Ha ha ta chciał byś.
-A co czemu nie.
-Nie wiem.
-A ja wiem idziesz na obiad.
-Obiad a co ze śniadaniem.
-No wiesz siedziała tu tak długo,że śniadanie cię minęło no chyba,że o godzinie 14:30 chcesz jeść śniadanie jeśli tak to coś się załatwi.
-Nie nie spokojne nie wiedziałam ,że tak długo tu siedzę.
-No trochę się zasiedziałaś.
-Tak masz racje a po co ja tu przyszłam.
-Miałaś się przyjść ubrać ale anie nie zjadałaś śniadanie ani się nie ubrałaś czy coś się stało.
-Nie zamyśliłam się po prostu.
-A o czym tak myślałaś jeśli mogę wiedzieć.
-O naszych świętach.
-A i co nie podobało ci się.
-Nie wręcz przeciwnie straszne mi się podobało.
-No to się cieszę,że ci się podobało to może się ubierzesz i zejdziesz na obiad.
-Tak już idę.
-Ok powiedział i wyszedł z naszej sypialni poszłam do łazienki się ubrać.
Wyszłam z łazienki zeszłam na dół wszyscy już jedli.
-Siemka.
-No wreszcie zeszłaś już myśleliśmy,że się tam utopiłaś czy coś.
-Ta chcielibyście.
-Nie powiedzieli.
-Ta usiadłam do stołu zjadłam obiad był pyszny jak zwykle.
-Dzięki było pyszne powiedziałam wychodzą.
-A ty gdzie zapytał Kendall.
-A idę się przejść.
-Ok tylko nie wracaj późno.
-Tak mamo.
-Ty się śmiej ja mówię poważnie.
-Ok powiedziałam zamykając za sobą drzwi szłam do parku było tam jak zawsze pięknie nic się nie zmieniło drzewa pięły się do góry dzieci biegały po trawie bawiąc się z psami szłam dalej nagle coś się poruszyło w krzakach podeszłam tam by zobaczyć co to jest i ku mojemu zdziwieniu był tam mały pies.
-Cześć maluchu powiedziałam sam tu jesteś wzięłam go na ręce i zabrałam do domu wszystkim się straszne podobał zatrzymałam go i nazwałam szczęściarz tak jakoś pasowało to imię do niego przyprowadziłam go tu dlatego że straszne tęskniłam za Demonem a on mógł chociaż trochę mi go zastąpić,wzięłam go do rąk i zaniosłam do pokoju poszłam się umyć i szybko się położyłam do łóżka po chwili szczęściarz wskoczył mi na łóżko i położył się obok mnie wtuliłam się w psa i zasnęłam.
sobota, 15 lutego 2014
sobota, 25 stycznia 2014
Rozdział 50
Oczami Victori:
No i nadszedł ten wymarzony dzień uwielbiam wigilie jest taka wspaniała tylko szkoda,że Jo nie chce spędzić wigilii z nami siedziałam na łóżku i zastanawiałam się co zrobić postanowiłam iść do Jo i jeszcze raz namówić ją by spędziła z nami wigilię.
Wyszłam z pokoju i poszłam do Jo chciałam ją jeszcze raz namówić na to b spędziła z nami święta weszłam do niej do pokoju ale nikogo nie było.
-Może jest już na dole powiedziałam do siebie i równasz zeszłam na dół byli tam wszyscy oprócz Jo.
-Cześć powiedziałam.
-Cześć odpowiedzieli wszyscy chórem.
-Wie ktoś gdzie jest Jo.
-Nie od rana jej nie ma.
-Znowu wyszła wczesnym rankiem i wróci za trzy dni powiedziała Camil.
-Musimy jej poszukać powiedziałam.
-Nie ma po co i tak jej nie znajdziemy powiedziała Camil.
-Ale możemy spróbować.
-A przygotowania na dziś.
-Podzielmy się Ja,Kendall i James poszukamy Jo a wy zaczynajcie szykować wszystko na wieczór.
-Dobra powiedzieli wszyscy i każdy wziął się do pracy.
-Musimy ją znaleźć powiedziałam.
-Na pewno ją znajdziemy powiedział Kendall wsiadając do auta.
-Tak myślisz.
-Na pewno musimy ją znaleźć.
-Masz rację jeździliśmy i szukaliśmy wszędzie Jo ale nigdzie jej nie było pusto jak by się rozpłynęła w powietrzu bardzo długo jej szukaliśmy aż w końcu odpuściliśmy nie wiadomo gdzie może być wróciliśmy do domu i zaczęliśmy pomagać reszcie w przygotowaniach do wigilii.
Oczami Jo:
Wstałam bardzo wczesnym rankiem choć nienawidziłam świąt uznałam,że te jedne spędzę z moimi przyjaciółki poszłam do łazienki ubrałam się i umyłam po cichu zeszłam na dół by zjeść śniadanie i wyjść nie zauważonym weszłam do auta i pojechałam na zakupy musiałam przecież kupić prezent dla moich przyjaciół.
Trochę mi to zajęło ale w końcu kupiłam wszystkim prezenty musiałam jeszcze iść na cmentarz do rodziców lubiłam tam przebywać czułam tam ich obecność siedziałam tam do 17.30 w końcu musiałam wrócić jeszcze by pomyśleli,że zaginęłam weszłam do auta i wróciłam do domu otwarłam drzwi a wszyscy się na mnie rzucili jak by lata mnie nie widzieli.
-Ej co jest co wy robicie powiedziałam.
-Wreszcie jesteś w domu gdzie ty byłaś cały dzień.
-Ym na zakupach a potem poszłam na grób moich rodziców.
-A nie mogłaś odebrać telefonu.
-Nie miałam go przy sobie jest w pokoju zapomniałam go zabrać.
-Aha czyli spędzisz z nami wigilię.
-No tak niech wam będzie ten jeden ras spędzę z wami tą wigilię.
-Hura krzyknęli wszyscy no i zaczęła się wigilia śpiewanie kolęd jedzenie prezenty było super tyle lat byłam sama w wigilię a teraz czuje się tak wspaniale chociaż w te święta nie muszę cierpieć tylko mogę się cieszyć.
Była już chyba 2 w nocy wszyscy poszli już spać a ja wyszłam na podwórko i usiadłam na huśtawce lubiłam noc i księżyc w pełni noce są takie piękne w pewnym momencie poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu odwróciłam się to był Kendall.
-I jak ci się podobały twoje pierwsze święta z nami.
-Były wspaniałe.
-To się cieszę,że ci się podobały.
-Tak powiedziałam ziewając.
-Śpiąca.
-Trochę.
-Choć jest już późno pójdziemy spać.
-Dobrze powiedziałam umyliśmy się i poszliśmy spać wspaniały dzień a tak straszne się go bałam teraz wiem,że nie było czego z uśmiechem na twarzy zasnęłam.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam,że taki krótki ale jakoś nie mam teraz czasu na bloga mam nadzieje że jak najszybciej napiszę kolejny rozdział.
No i nadszedł ten wymarzony dzień uwielbiam wigilie jest taka wspaniała tylko szkoda,że Jo nie chce spędzić wigilii z nami siedziałam na łóżku i zastanawiałam się co zrobić postanowiłam iść do Jo i jeszcze raz namówić ją by spędziła z nami wigilię.
Wyszłam z pokoju i poszłam do Jo chciałam ją jeszcze raz namówić na to b spędziła z nami święta weszłam do niej do pokoju ale nikogo nie było.
-Może jest już na dole powiedziałam do siebie i równasz zeszłam na dół byli tam wszyscy oprócz Jo.
-Cześć powiedziałam.
-Cześć odpowiedzieli wszyscy chórem.
-Wie ktoś gdzie jest Jo.
-Nie od rana jej nie ma.
-Znowu wyszła wczesnym rankiem i wróci za trzy dni powiedziała Camil.
-Musimy jej poszukać powiedziałam.
-Nie ma po co i tak jej nie znajdziemy powiedziała Camil.
-Ale możemy spróbować.
-A przygotowania na dziś.
-Podzielmy się Ja,Kendall i James poszukamy Jo a wy zaczynajcie szykować wszystko na wieczór.
-Dobra powiedzieli wszyscy i każdy wziął się do pracy.
-Musimy ją znaleźć powiedziałam.
-Na pewno ją znajdziemy powiedział Kendall wsiadając do auta.
-Tak myślisz.
-Na pewno musimy ją znaleźć.
-Masz rację jeździliśmy i szukaliśmy wszędzie Jo ale nigdzie jej nie było pusto jak by się rozpłynęła w powietrzu bardzo długo jej szukaliśmy aż w końcu odpuściliśmy nie wiadomo gdzie może być wróciliśmy do domu i zaczęliśmy pomagać reszcie w przygotowaniach do wigilii.
Oczami Jo:
Wstałam bardzo wczesnym rankiem choć nienawidziłam świąt uznałam,że te jedne spędzę z moimi przyjaciółki poszłam do łazienki ubrałam się i umyłam po cichu zeszłam na dół by zjeść śniadanie i wyjść nie zauważonym weszłam do auta i pojechałam na zakupy musiałam przecież kupić prezent dla moich przyjaciół.
Trochę mi to zajęło ale w końcu kupiłam wszystkim prezenty musiałam jeszcze iść na cmentarz do rodziców lubiłam tam przebywać czułam tam ich obecność siedziałam tam do 17.30 w końcu musiałam wrócić jeszcze by pomyśleli,że zaginęłam weszłam do auta i wróciłam do domu otwarłam drzwi a wszyscy się na mnie rzucili jak by lata mnie nie widzieli.
-Ej co jest co wy robicie powiedziałam.
-Wreszcie jesteś w domu gdzie ty byłaś cały dzień.
-Ym na zakupach a potem poszłam na grób moich rodziców.
-A nie mogłaś odebrać telefonu.
-Nie miałam go przy sobie jest w pokoju zapomniałam go zabrać.
-Aha czyli spędzisz z nami wigilię.
-No tak niech wam będzie ten jeden ras spędzę z wami tą wigilię.
-Hura krzyknęli wszyscy no i zaczęła się wigilia śpiewanie kolęd jedzenie prezenty było super tyle lat byłam sama w wigilię a teraz czuje się tak wspaniale chociaż w te święta nie muszę cierpieć tylko mogę się cieszyć.
Była już chyba 2 w nocy wszyscy poszli już spać a ja wyszłam na podwórko i usiadłam na huśtawce lubiłam noc i księżyc w pełni noce są takie piękne w pewnym momencie poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu odwróciłam się to był Kendall.
-I jak ci się podobały twoje pierwsze święta z nami.
-Były wspaniałe.
-To się cieszę,że ci się podobały.
-Tak powiedziałam ziewając.
-Śpiąca.
-Trochę.
-Choć jest już późno pójdziemy spać.
-Dobrze powiedziałam umyliśmy się i poszliśmy spać wspaniały dzień a tak straszne się go bałam teraz wiem,że nie było czego z uśmiechem na twarzy zasnęłam.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam,że taki krótki ale jakoś nie mam teraz czasu na bloga mam nadzieje że jak najszybciej napiszę kolejny rozdział.
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Rozdział 49
Oczami Kendalla:
Jo poszła do pokoju cały dzień dziwnie się zachowuje co się stało muszę z nią porozmawiać zaraz święta a ona tak dziwnie się zachowuje poszedłem za nią do pokoju spała więc nie chcąc jej obudzić zszedłem na dół "Może Camil będzie wiedziała w końcu mieszkała z nią w jednym domu na pewno jej coś powiedziała"Wszedłem do kuchni gdzie wszyscy siedzieli.
-A gdzie Snob Doog zapytałem nigdzie go nie widząc.
-Musiał już iść powiedział Logan.
-Aha ok Camil mam do ciebie pytanie spojrzałem na nią siedziała na kolanach Logana.
-Co się stało zapytała.
-Nic tylko powiedz mi czy Jo zawsze przed świętami się tak dziwnie zachowuje.
-No wiesz szczerze powiedziawszy tak od kąt z nią mieszkam zawsze na święta wolała być sama wychodziła gdzieś i wracało po trzech dniach jak się pytałam gdzie idzie mówiła że do znajomych a gdy pewnego dnia chciałam ją zabrać do rodziców powiedziała że nie bo już jest umówiona więc poszłam na do auta i pojechałam na lotnisko okazało się że samolot przyjedzie za godzinę bo są jakieś kłopoty a ja nie zabrałam paszportu szybko się wróciłam do domu zabrałam paszport i przed wyjściem widziałam jak Jo siedzi i ogląda film choć miała iść do znajomych nie miałam czasu nią rozmawiać a i ona mnie nie zauważyła gdy wróciłam do domu po świętach zapytałam się jak się bawiła powiedziała,że bardzo dobrze choć dobrze wiedziałam,że kłamie nie chciałam jej wypytywać bo znając ją i tak by mi nic nie powiedziała wydaje mi się,że ona po prostu nie lubi świąt powiedziała Camil.
-Co dlaczego by ich nie miała lubić to piękny okres gdy wszyscy są razem powiedziała Victoria.
-Może i tak ale.....nagle zadzwonił dzwonek podszedłem do drzwi stał tam Avan.
-Cześć jest Jo zapytał.
-Jest ale śpi wejdź.
-Dzięki powiedział i poszedł za mną do kuchni.
-Cześć Avan powiedzieli wszyscy chórem.
-Siemka co robicie.
-Zastanawiamy się czemu Jo zachowuje się tak dziwnie a właśnie Kendall coś zacząłeś i nie dokończyłeś powiedział Carlos.
-A no może ona nigdy nie miała z kim spędzać świąt i dlatego była sama.
-Przecież mogła być zemną powiedziała Camil.
-No tak racja może ty coś wiesz Avan.
-Wiecie nie mogę wam powiedzieć zapytajcie się jej ona na pewno wam powie.
-Avan proszę powiedz ona nie chce nam powiedzieć a tobie na pewno powiedziała.
-Jo nie lubi świąt bo 3 lata temu w święta jej rodzice musieli wyjechać załatwić ważną sprawę i nie stery jakiś wariat jechał i spowodował wypadek a jej rodzice zginęli na miejscu od tamtego dnia Jo nie cieszy się w święta tylko w samotności rozpacza.
-Oł nigdy mi nie napomniała o tym,że jej rodzice zginęli w święta powiedziała smutna Camil.
-Nikomu nie mówiła wolała to trzymać w sobie i udawać,że wszystko jest w porządku.
-A jak ty się dowiedziałeś Avan.
-Kiedyś z niej to wyciągnąłem ale musiałem straszne mocno się starać by mi powiedziała.
-No tak cała Jo nic nie powie i cierpi w samotności zaśmiał się James.
-Tak ale trzeba coś zrobić w końcu nie może być taka smutna powiedziałem do wszystkich.
-Racja ale co zrobimy zapytali wszyscy na raz.
-Jeszcze nie wiem ale coś wymyślę.
Gdy tak sobie rozmawiali pewna dziewczyna stała za drzwiami podsłuchując jak o niej mówią wiedziała,że będą coś wymyślać tylko po to by ona spędziła z nimi dobre święta,ale ona tego nie chciała nienawidziła świąt kochała je kiedyś potem straciła ochotę wolała samotne święta bez nikogo obok szybkim krokiem wyszła z domu by nikt nie mógł usłyszeć.
Oczami Jo:
Stałam przy drzwiach od kuchni i słuchałam o czym mówią oczywiście mówili o niej o tej która nienawidziła świąt wolała je spędzać sama z dala od ludzi i zabawy szybko lecz bardzo cicho wyszłam z domu nie chciałam by któryś z nich mnie usłyszał.
Nie lubiła być sama ale w święta coś jej nakazywało być samej nie wiedziała co to za uczucie ale tak jak czuła tak też robiła siedziała w parku bardzo długo była godzina 21.30 gdy wróciła do domu od razu wszyscy się na nią rzucili.
-Gdzie ty byłaś powiedział Kendall.
-W parku.
-Po co zapytał Logan.
-Przejść się.
-I co olśniło cię zapytał James.
-Nie.
-Szkoda.
-Co to ma znaczyć James.
-Co jak to co patrz która jest godzina a ty sobie w parku siedzisz a jak by ci się coś stało.
-Nie mów mi co mam robić.
-Będę jestem twoim starszym bratem.
-Nie od kiedy jestem pełnoletnia ty nic nie możesz powiedziałam wściekła i poszłam do pokoju umyłam się i poszłam spać przynajmniej próbowałam cały czas myślałam co teraz zrobić z tymi świętami.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam wszystkich za tak krótki rozdział od jakiegoś czasu nie mam już weny i staram się coś wymyślić przepraszam za wszystko.
Jo poszła do pokoju cały dzień dziwnie się zachowuje co się stało muszę z nią porozmawiać zaraz święta a ona tak dziwnie się zachowuje poszedłem za nią do pokoju spała więc nie chcąc jej obudzić zszedłem na dół "Może Camil będzie wiedziała w końcu mieszkała z nią w jednym domu na pewno jej coś powiedziała"Wszedłem do kuchni gdzie wszyscy siedzieli.
-A gdzie Snob Doog zapytałem nigdzie go nie widząc.
-Musiał już iść powiedział Logan.
-Aha ok Camil mam do ciebie pytanie spojrzałem na nią siedziała na kolanach Logana.
-Co się stało zapytała.
-Nic tylko powiedz mi czy Jo zawsze przed świętami się tak dziwnie zachowuje.
-No wiesz szczerze powiedziawszy tak od kąt z nią mieszkam zawsze na święta wolała być sama wychodziła gdzieś i wracało po trzech dniach jak się pytałam gdzie idzie mówiła że do znajomych a gdy pewnego dnia chciałam ją zabrać do rodziców powiedziała że nie bo już jest umówiona więc poszłam na do auta i pojechałam na lotnisko okazało się że samolot przyjedzie za godzinę bo są jakieś kłopoty a ja nie zabrałam paszportu szybko się wróciłam do domu zabrałam paszport i przed wyjściem widziałam jak Jo siedzi i ogląda film choć miała iść do znajomych nie miałam czasu nią rozmawiać a i ona mnie nie zauważyła gdy wróciłam do domu po świętach zapytałam się jak się bawiła powiedziała,że bardzo dobrze choć dobrze wiedziałam,że kłamie nie chciałam jej wypytywać bo znając ją i tak by mi nic nie powiedziała wydaje mi się,że ona po prostu nie lubi świąt powiedziała Camil.
-Co dlaczego by ich nie miała lubić to piękny okres gdy wszyscy są razem powiedziała Victoria.
-Może i tak ale.....nagle zadzwonił dzwonek podszedłem do drzwi stał tam Avan.
-Cześć jest Jo zapytał.
-Jest ale śpi wejdź.
-Dzięki powiedział i poszedł za mną do kuchni.
-Cześć Avan powiedzieli wszyscy chórem.
-Siemka co robicie.
-Zastanawiamy się czemu Jo zachowuje się tak dziwnie a właśnie Kendall coś zacząłeś i nie dokończyłeś powiedział Carlos.
-A no może ona nigdy nie miała z kim spędzać świąt i dlatego była sama.
-Przecież mogła być zemną powiedziała Camil.
-No tak racja może ty coś wiesz Avan.
-Wiecie nie mogę wam powiedzieć zapytajcie się jej ona na pewno wam powie.
-Avan proszę powiedz ona nie chce nam powiedzieć a tobie na pewno powiedziała.
-Jo nie lubi świąt bo 3 lata temu w święta jej rodzice musieli wyjechać załatwić ważną sprawę i nie stery jakiś wariat jechał i spowodował wypadek a jej rodzice zginęli na miejscu od tamtego dnia Jo nie cieszy się w święta tylko w samotności rozpacza.
-Oł nigdy mi nie napomniała o tym,że jej rodzice zginęli w święta powiedziała smutna Camil.
-Nikomu nie mówiła wolała to trzymać w sobie i udawać,że wszystko jest w porządku.
-A jak ty się dowiedziałeś Avan.
-Kiedyś z niej to wyciągnąłem ale musiałem straszne mocno się starać by mi powiedziała.
-No tak cała Jo nic nie powie i cierpi w samotności zaśmiał się James.
-Tak ale trzeba coś zrobić w końcu nie może być taka smutna powiedziałem do wszystkich.
-Racja ale co zrobimy zapytali wszyscy na raz.
-Jeszcze nie wiem ale coś wymyślę.
Gdy tak sobie rozmawiali pewna dziewczyna stała za drzwiami podsłuchując jak o niej mówią wiedziała,że będą coś wymyślać tylko po to by ona spędziła z nimi dobre święta,ale ona tego nie chciała nienawidziła świąt kochała je kiedyś potem straciła ochotę wolała samotne święta bez nikogo obok szybkim krokiem wyszła z domu by nikt nie mógł usłyszeć.
Oczami Jo:
Stałam przy drzwiach od kuchni i słuchałam o czym mówią oczywiście mówili o niej o tej która nienawidziła świąt wolała je spędzać sama z dala od ludzi i zabawy szybko lecz bardzo cicho wyszłam z domu nie chciałam by któryś z nich mnie usłyszał.
Nie lubiła być sama ale w święta coś jej nakazywało być samej nie wiedziała co to za uczucie ale tak jak czuła tak też robiła siedziała w parku bardzo długo była godzina 21.30 gdy wróciła do domu od razu wszyscy się na nią rzucili.
-Gdzie ty byłaś powiedział Kendall.
-W parku.
-Po co zapytał Logan.
-Przejść się.
-I co olśniło cię zapytał James.
-Nie.
-Szkoda.
-Co to ma znaczyć James.
-Co jak to co patrz która jest godzina a ty sobie w parku siedzisz a jak by ci się coś stało.
-Nie mów mi co mam robić.
-Będę jestem twoim starszym bratem.
-Nie od kiedy jestem pełnoletnia ty nic nie możesz powiedziałam wściekła i poszłam do pokoju umyłam się i poszłam spać przynajmniej próbowałam cały czas myślałam co teraz zrobić z tymi świętami.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam wszystkich za tak krótki rozdział od jakiegoś czasu nie mam już weny i staram się coś wymyślić przepraszam za wszystko.
poniedziałek, 16 grudnia 2013
Rozdział 48
Cześć przepraszam za tak długą nie obecność ale nie miałam głowy dla pisania miałam bardzo dużo pracy ale obiecuje, że się poprawię zapraszam na kolejny rozdział.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Szłyśmy z Victorią do parku cały czas myślałam a nawet czułam,że ktoś nas obserwuje nie wiedząc czemu cały czas myślałam o czymś innym niż powinnam czułam się źle nie pewnie choć byłam z Victorią to i tak nie dawało mi spokoju czułam,że coś się stanie jak nie dziś to jutro ale nie byłam pewna co to jest za uczucie było straszne, Victoriom opowiadała mi o tym jak to było w Nowym Yorku ale ja nie słuchałam miałam tylko mgłę przed oczami a potem ciemność.
Obudziłam się chyba o 4.40 ale nawet tego nie byłam pewna nic nie pamiętałam wszystko jak by za mglą zeszłam na dół było mi straszne gorąco weszłam do kuchni nie paląc światła zastanawiałam się co się stało ale nic mi nie przychodziło do głowy.
Patrzałam w okno gdzie była ciemność może oprócz bałwana który świecił jasną bielą.
Zaczęłam się zastanawiać co to są święta pamiętałam gdy razem z rodzicami siadaliśmy przy stole wigilijnym i rozmawialiśmy ale kiedy zmarli przestałam świętować nie czułam chęci do świętowania Wigilii bo z kim sama nie,gdy umarli moi rodzice razem z nimi uciekła chęć do świąt.
Święta dzień gdy rodzina trzyma się razem zasiadają przy stole opowiadają różne historie i nikt się nie śpieszy do pracy czy do szkoły są razem kochają się i to jest piękne w święta,wszyscy sobie wybaczają i śpiewają kolędy to piękny czas.
-Jo usłyszałam odwróciłam się to James stał w progu kuchni i się na mnie patrzył.
-Tak James.
-Wszystko w porządku.
-Tak czemu pytasz.
-No wiesz wczoraj zemdlałaś a teraz stoisz przy oknie i patrzysz nie wiadomo gdzie o 5 nad ranem.
-Nie umiałam spać więc przyszłam tu postać w chłodnym straszne gorąco dziś a ty co tu robisz.
-To samo co ty nie umiałem spać powiedział podchodząc do stołu-chcesz wody zapytał.
-Tak poproszę.
-Ok powiedział nalał do szklanki ciecz i postawił ją na stole siadając na krzesło usiadłam obok niego.
-James.
-Tak.
-Mam pytanie.
-Jakie coś się stało.
-Nie tylko no wiesz czy wy no obchodzicie święta.
-Tak czemu byśmy mieli ich nie obchodzić.
-No nie wiem.
-Zresztą sama zobaczysz to twoje pierwsze święta z nami więc może być ciekawie.
-Ta ale brakuje mi tu śniegu powiedziałam nie chciałam mu mówić,że nienawidzę świąt.
-Śniegu.
-Tak śniegu.
-Tu nie ma śniegu.
-Przecież wiem głąbie.
-Oj nie gniewaj się tam.
-Nie gniewam powiedziałam.
-Ta a wiesz co święta już za parę dni a my nic jeszcze nie mamy może zaczniemy dzisiaj ubierać choinkę i stroić cały dom.
-To nie jest dobry pomysł.
-Czemu.
-No nie wiem.
-No wejś będzie fajnie.
-No ok powiedziałam choć wcale tak nie pomyślałam.
-No to jak wszyscy zejdą to zabierzemy się do pracy.
-Ok siedzieliśmy w kuchni jeszcze z godzinę potem poszliśmy do pokoi by się przebrać.
Jak zwykle monotonia dnia wstać ubrać się zjeść śniadanie iść do szkoły wrócić zjeść obiad iść do pracy i znów wrócić czasem zjeść kolacje czasem nie no i oczywiści iść spać taka monotonia dnia już mnie straszne denerwuje.
Wyszłam z łazienki Kendall jeszcze spał co nie było dziwne zawsze lubił sobie pospać zeszłam na dół James stał już w kuchni i robił śniadanie.
-Co robisz dobrego zapytałam.
-Omlet.
-Mym pomóc ci.
-Wiesz możesz pomoc zawsze się przyda.
-Dobra to co mam robić.
-Masz pokroić szynkę.
-Ok zajęło nam to trochę czasu ale przygotowaliśmy śniadanie dla wszystkich była już 7.50.
-James wołamy już ich.
-Tak.
-To kto woła.
-Ty powiedział szybko James.
-No ok powiedziałam i pobiegłam na schody zaczęłam wszystkich wołać po 5 minutach wszyscy byli na dole.
-Ale tu ładnie pachnie powiedział zaspany Logan.
-Siadajcie i smacznego.
-Dzięki powiedzieli chórem i zaczęli jeść.
-Co dziś robimy zapytał Kendall.
-Razem z Jo uznaliśmy,że ustroimy dziś choinkę.
-To świetny pomysł powiedzieli i gdzieś zniknęli po chwili wrócili z kartonami.
-Co to jest.
-Choinka i rożne ozdoby.
-O to zaczynamy powiedziała Victoria.
-Tak szykowaliśmy wszystko na święta i śpiewaliśmy.
(Kendall)
Let's go!
(Carlos)
Big time!
(Kendall)
Merry Christmas everybody!
(James)
Put down the video games,
Pick up some candy canes,
And hang a wreath on your door.
(Kendall)
Hey!
Give back to those who need,
Bring peace and harmony,
Cause that's what Christmas is for.
(Logan)
And this Christmas, this Christmas,
We'll celebrate a wonderful year.
(Carlos)
Oh, this Christmas.
(Logan & Logan)
This Christmas.
This Christmas.
This Christmas.
(Carlos)
We'll decorate the halls with love and cheer.
(Big Time Rush)
We can make a beautiful Christmas,
We can make the world shine bright.
As long as friends and family are with us,
Every star will shine tonight.
We can make it beautiful,
It's Christmas.
We can make it beautiful,
It's Christmas.
We can make it beautiful,
It's Christmas.
We can make a beautiful Christmas.
(Carlos)
Let's party in the snow,
Under the mistletoe,
Girl, I've been waiting all year.
(James)
All year, yeah!
(Carlos)
Hey!
(Logan)
Rudolph can take a break,
Frosty can melt away,
As long as I got you here.
(James)
Hey, this Christmas.
(Carlos & James)
This Christmas.
This Christmas.
This Christmas.
(James)
We'll celebrate a wonderful year.
(Carlos)
Wonderful year.
(Kendall)
Oh, this Christmas.
(Carlos & Kendall)
This Christmas.
This Christmas.
This Christmas.
(Kendall)
We'll decorate the halls with love and cheer.
(Big Time Rush)
We can make a beautiful Christmas,
We can make the world shine bright.
As long as friends and family are with us,
Every star will shine tonight.
We can make it beautiful,
It's Christmas.
We can make it beautiful,
It's Christmas.
We can make it beautiful,
It's Christmas.
We can make a beautiful Christmas.
(Kendall)
Happy Holiday,
Spread the love on Christmas day,
Singing:
(Big Time Rush)
Happy Holiday,
We can make a beautiful Christmas.
Happy holiday,
Spread the love on Christmas day.
Singing happy Holiday,
We can make a beautiful Christmas.
(Logan)
So beautiful.
(Big Time Rush)
We can make a beautiful Christmas,
We can make the world shine bright.
(Carlos)
The world shine bright, yeah.
(Big Time Rush)
As long as friends and family are with us.
(Kendall)
Family and friends, family.
(Big Time Rush)
Every star will shine tonight.
(James)
Shining tonight.
(Big Time Rush)
We can make it beautiful,
It's Christmas.
(James)
To a beautiful Christmas.
(Big Time Rush)
We can make it beautiful,
It's Christmas.
(Logan)
So beautiful, no, no.
(Big Time Rush)
We can make it beautiful,
It's Christmas.
We can make a beautiful Christmas.
(Kendall)
Hey!
We can make a beautiful Christmas.
Oh!
(Big Time Rush)
We can make a beautiful Christmas!
Happy holiday,
Spread the love on Christmas day.
Singing happy Holiday,
We can make a beautiful Christmas!
-No już prawie jest wszystko brakuje nam dwóch rzeczy.
-Jakich przecież wszystko jest spojrzałam na nich.
-Nie brakuje pirzamek.
-Pirzames powróżyłam zaskoczona.
-Tak zawsze ubieramy świąteczne pirzamki.
-Aha i po co to.
-Jak to po co chłopcy spojrzeli na mnie jak na dziwaka.
-No po co.
-No bo to przynosi szczęście powiedzieli i zniknęli gdy wrócili razem z dziewczynami siedziałyśmy na kanapie i patrzeliśmy na nich.
-I to pomaga wa poczuć się świątecznie.
-Tak i tobie też by pomogło powiedzieli.
-Ta a ta dróga rzecz która jest nam jeszcze potrzebna.
-To za chwię a teraz trzeba skończyć choinkę.
-Ta chłopcy szykowali choinkę a ja zrobiłam im zdjęcie chyba bardziej z nudów niż z chęci.

-Po chwili ktoś zapukał do drzwi chłopcy poszli tam i wrócili nie z kim innym jak z snob doog dziewczyny cieszyły się że go zobaczyły.
-Cześć powiedział.
-Cześć od powiedziałyśy.
-Miło was poznać ale tu świątecznie.
-Dzięki od powiedzieli chłopcy i zaczęli o czymś rozmawiać z snob doog a my wyszłyśmy do kuchni
-No świąteczne chyba już wszystko.
-Nie brakuje tego powiedziała Victoriam zakładając czapkę mikołaja.
-Ta to wszystko.
-Tak co ty taka smutna.
-Nie jestem smutna.
-Jesteś przejesz widzę.
-Nie powiedziałam i wyszłam z kuchni.
-Cześć mogę wam zrobić zdjęcie zapytałam.
-No jasne powiedzieli i stanęli przy choince.
-Jeszcze jedno usiądzie tam.
-Ok.
I don't want a lot for Christmas
There is just one thing I need
(James)
I don't care about the presents
Underneath the Christmas tree
(Carlos)
I just want you for my own
More than you could ever know
(Logan)
Make my wish come true
(Kendall)
All I want for Christmas is you
It's you
I don't want a lot for Christmas
There is just one thing I need
(James)
Don't care about the presents
Underneath the Christmas tree
I don't need to hang my stocking
There upon the fireplace
(Kendall)
Santa Claus won't make me happy
With a toy on Christmas day
(BTR)
I just want you for my own
More than you could ever know
Make my wish come true
All I want for Christmas is you
You baby
(James)
Oh !
All the lights are shining
(Carlos)
So brightly everywhere
(Kendall)
So brightly baby
And the sound of
Children's laughter fills the air
(Kendall)
Oh
(Carlos)
And everyone is singing
(Kendall)
I hear those sleigh
Bells ringing
(Logan)
Santa won't you bring me the
One I really need
Won't you please bring my
Baby to me...
I don't want a lot for Christmas
This is all I'm asking for
(Carlos)
I just wanna see my baby
Standing right out side my door
(BTR)
I just want you for my own
More than you could ever know
Make my wish come true
All I want for Christmas is you
You baby
-Super powiedziały dziewczyny co o tym myślisz Jo zwróciły się do mnie.
-Yhm fajnie powiedziałam.
-Co ci jest.
-Nic jestem zmęczona idę się położyć powiedziałam i poszłam do sypialnie tak straszne nie chciałam im powiedzieć,że nie chce z nimi świętować no ale co przeżyje te święta mam nadzieje,że nie będzie tak źle powiedziałam sama do siedzie i położyłam się na łóżku chyba zasnęłam bo nic nie pamiętam..
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Szłyśmy z Victorią do parku cały czas myślałam a nawet czułam,że ktoś nas obserwuje nie wiedząc czemu cały czas myślałam o czymś innym niż powinnam czułam się źle nie pewnie choć byłam z Victorią to i tak nie dawało mi spokoju czułam,że coś się stanie jak nie dziś to jutro ale nie byłam pewna co to jest za uczucie było straszne, Victoriom opowiadała mi o tym jak to było w Nowym Yorku ale ja nie słuchałam miałam tylko mgłę przed oczami a potem ciemność.
Obudziłam się chyba o 4.40 ale nawet tego nie byłam pewna nic nie pamiętałam wszystko jak by za mglą zeszłam na dół było mi straszne gorąco weszłam do kuchni nie paląc światła zastanawiałam się co się stało ale nic mi nie przychodziło do głowy.
Patrzałam w okno gdzie była ciemność może oprócz bałwana który świecił jasną bielą.
Zaczęłam się zastanawiać co to są święta pamiętałam gdy razem z rodzicami siadaliśmy przy stole wigilijnym i rozmawialiśmy ale kiedy zmarli przestałam świętować nie czułam chęci do świętowania Wigilii bo z kim sama nie,gdy umarli moi rodzice razem z nimi uciekła chęć do świąt.
Święta dzień gdy rodzina trzyma się razem zasiadają przy stole opowiadają różne historie i nikt się nie śpieszy do pracy czy do szkoły są razem kochają się i to jest piękne w święta,wszyscy sobie wybaczają i śpiewają kolędy to piękny czas.
-Jo usłyszałam odwróciłam się to James stał w progu kuchni i się na mnie patrzył.
-Tak James.
-Wszystko w porządku.
-Tak czemu pytasz.
-No wiesz wczoraj zemdlałaś a teraz stoisz przy oknie i patrzysz nie wiadomo gdzie o 5 nad ranem.
-Nie umiałam spać więc przyszłam tu postać w chłodnym straszne gorąco dziś a ty co tu robisz.
-To samo co ty nie umiałem spać powiedział podchodząc do stołu-chcesz wody zapytał.
-Tak poproszę.
-Ok powiedział nalał do szklanki ciecz i postawił ją na stole siadając na krzesło usiadłam obok niego.
-James.
-Tak.
-Mam pytanie.
-Jakie coś się stało.
-Nie tylko no wiesz czy wy no obchodzicie święta.
-Tak czemu byśmy mieli ich nie obchodzić.
-No nie wiem.
-Zresztą sama zobaczysz to twoje pierwsze święta z nami więc może być ciekawie.
-Ta ale brakuje mi tu śniegu powiedziałam nie chciałam mu mówić,że nienawidzę świąt.
-Śniegu.
-Tak śniegu.
-Tu nie ma śniegu.
-Przecież wiem głąbie.
-Oj nie gniewaj się tam.
-Nie gniewam powiedziałam.
-Ta a wiesz co święta już za parę dni a my nic jeszcze nie mamy może zaczniemy dzisiaj ubierać choinkę i stroić cały dom.
-To nie jest dobry pomysł.
-Czemu.
-No nie wiem.
-No wejś będzie fajnie.
-No ok powiedziałam choć wcale tak nie pomyślałam.
-No to jak wszyscy zejdą to zabierzemy się do pracy.
-Ok siedzieliśmy w kuchni jeszcze z godzinę potem poszliśmy do pokoi by się przebrać.
Jak zwykle monotonia dnia wstać ubrać się zjeść śniadanie iść do szkoły wrócić zjeść obiad iść do pracy i znów wrócić czasem zjeść kolacje czasem nie no i oczywiści iść spać taka monotonia dnia już mnie straszne denerwuje.
Wyszłam z łazienki Kendall jeszcze spał co nie było dziwne zawsze lubił sobie pospać zeszłam na dół James stał już w kuchni i robił śniadanie.
-Co robisz dobrego zapytałam.
-Omlet.
-Mym pomóc ci.
-Wiesz możesz pomoc zawsze się przyda.
-Dobra to co mam robić.
-Masz pokroić szynkę.
-Ok zajęło nam to trochę czasu ale przygotowaliśmy śniadanie dla wszystkich była już 7.50.
-James wołamy już ich.
-Tak.
-To kto woła.
-Ty powiedział szybko James.
-No ok powiedziałam i pobiegłam na schody zaczęłam wszystkich wołać po 5 minutach wszyscy byli na dole.
-Ale tu ładnie pachnie powiedział zaspany Logan.
-Siadajcie i smacznego.
-Dzięki powiedzieli chórem i zaczęli jeść.
-Co dziś robimy zapytał Kendall.
-Razem z Jo uznaliśmy,że ustroimy dziś choinkę.
-To świetny pomysł powiedzieli i gdzieś zniknęli po chwili wrócili z kartonami.
-Co to jest.
-Choinka i rożne ozdoby.
-O to zaczynamy powiedziała Victoria.
-Tak szykowaliśmy wszystko na święta i śpiewaliśmy.
(Kendall)
Let's go!
(Carlos)
Big time!
(Kendall)
Merry Christmas everybody!
(James)
Put down the video games,
Pick up some candy canes,
And hang a wreath on your door.
(Kendall)
Hey!
Give back to those who need,
Bring peace and harmony,
Cause that's what Christmas is for.
(Logan)
And this Christmas, this Christmas,
We'll celebrate a wonderful year.
(Carlos)
Oh, this Christmas.
(Logan & Logan)
This Christmas.
This Christmas.
This Christmas.
(Carlos)
We'll decorate the halls with love and cheer.
(Big Time Rush)
We can make a beautiful Christmas,
We can make the world shine bright.
As long as friends and family are with us,
Every star will shine tonight.
We can make it beautiful,
It's Christmas.
We can make it beautiful,
It's Christmas.
We can make it beautiful,
It's Christmas.
We can make a beautiful Christmas.
(Carlos)
Let's party in the snow,
Under the mistletoe,
Girl, I've been waiting all year.
(James)
All year, yeah!
(Carlos)
Hey!
(Logan)
Rudolph can take a break,
Frosty can melt away,
As long as I got you here.
(James)
Hey, this Christmas.
(Carlos & James)
This Christmas.
This Christmas.
This Christmas.
(James)
We'll celebrate a wonderful year.
(Carlos)
Wonderful year.
(Kendall)
Oh, this Christmas.
(Carlos & Kendall)
This Christmas.
This Christmas.
This Christmas.
(Kendall)
We'll decorate the halls with love and cheer.
(Big Time Rush)
We can make a beautiful Christmas,
We can make the world shine bright.
As long as friends and family are with us,
Every star will shine tonight.
We can make it beautiful,
It's Christmas.
We can make it beautiful,
It's Christmas.
We can make it beautiful,
It's Christmas.
We can make a beautiful Christmas.
(Kendall)
Happy Holiday,
Spread the love on Christmas day,
Singing:
(Big Time Rush)
Happy Holiday,
We can make a beautiful Christmas.
Happy holiday,
Spread the love on Christmas day.
Singing happy Holiday,
We can make a beautiful Christmas.
(Logan)
So beautiful.
(Big Time Rush)
We can make a beautiful Christmas,
We can make the world shine bright.
(Carlos)
The world shine bright, yeah.
(Big Time Rush)
As long as friends and family are with us.
(Kendall)
Family and friends, family.
(Big Time Rush)
Every star will shine tonight.
(James)
Shining tonight.
(Big Time Rush)
We can make it beautiful,
It's Christmas.
(James)
To a beautiful Christmas.
(Big Time Rush)
We can make it beautiful,
It's Christmas.
(Logan)
So beautiful, no, no.
(Big Time Rush)
We can make it beautiful,
It's Christmas.
We can make a beautiful Christmas.
(Kendall)
Hey!
We can make a beautiful Christmas.
Oh!
(Big Time Rush)
We can make a beautiful Christmas!
Happy holiday,
Spread the love on Christmas day.
Singing happy Holiday,
We can make a beautiful Christmas!
-No już prawie jest wszystko brakuje nam dwóch rzeczy.
-Jakich przecież wszystko jest spojrzałam na nich.
-Nie brakuje pirzamek.
-Pirzames powróżyłam zaskoczona.
-Tak zawsze ubieramy świąteczne pirzamki.
-Aha i po co to.
-Jak to po co chłopcy spojrzeli na mnie jak na dziwaka.
-No po co.
-No bo to przynosi szczęście powiedzieli i zniknęli gdy wrócili razem z dziewczynami siedziałyśmy na kanapie i patrzeliśmy na nich.
-I to pomaga wa poczuć się świątecznie.
-Tak i tobie też by pomogło powiedzieli.
-Ta a ta dróga rzecz która jest nam jeszcze potrzebna.
-To za chwię a teraz trzeba skończyć choinkę.
-Ta chłopcy szykowali choinkę a ja zrobiłam im zdjęcie chyba bardziej z nudów niż z chęci.

-Po chwili ktoś zapukał do drzwi chłopcy poszli tam i wrócili nie z kim innym jak z snob doog dziewczyny cieszyły się że go zobaczyły.
-Cześć powiedział.
-Cześć od powiedziałyśy.
-Miło was poznać ale tu świątecznie.
-Dzięki od powiedzieli chłopcy i zaczęli o czymś rozmawiać z snob doog a my wyszłyśmy do kuchni
-No świąteczne chyba już wszystko.
-Nie brakuje tego powiedziała Victoriam zakładając czapkę mikołaja.
-Ta to wszystko.
-Tak co ty taka smutna.
-Nie jestem smutna.
-Jesteś przejesz widzę.
-Nie powiedziałam i wyszłam z kuchni.
-Cześć mogę wam zrobić zdjęcie zapytałam.
-No jasne powiedzieli i stanęli przy choince.
-Jeszcze jedno usiądzie tam.
-Ok.
-I już dzięki.
-Spoko to śpiewamy krzykneli.
There is just one thing I need
(James)
I don't care about the presents
Underneath the Christmas tree
(Carlos)
I just want you for my own
More than you could ever know
(Logan)
Make my wish come true
(Kendall)
All I want for Christmas is you
It's you
I don't want a lot for Christmas
There is just one thing I need
(James)
Don't care about the presents
Underneath the Christmas tree
I don't need to hang my stocking
There upon the fireplace
(Kendall)
Santa Claus won't make me happy
With a toy on Christmas day
(BTR)
I just want you for my own
More than you could ever know
Make my wish come true
All I want for Christmas is you
You baby
(James)
Oh !
All the lights are shining
(Carlos)
So brightly everywhere
(Kendall)
So brightly baby
And the sound of
Children's laughter fills the air
(Kendall)
Oh
(Carlos)
And everyone is singing
(Kendall)
I hear those sleigh
Bells ringing
(Logan)
Santa won't you bring me the
One I really need
Won't you please bring my
Baby to me...
I don't want a lot for Christmas
This is all I'm asking for
(Carlos)
I just wanna see my baby
Standing right out side my door
(BTR)
I just want you for my own
More than you could ever know
Make my wish come true
All I want for Christmas is you
You baby
-Super powiedziały dziewczyny co o tym myślisz Jo zwróciły się do mnie.
-Yhm fajnie powiedziałam.
-Co ci jest.
-Nic jestem zmęczona idę się położyć powiedziałam i poszłam do sypialnie tak straszne nie chciałam im powiedzieć,że nie chce z nimi świętować no ale co przeżyje te święta mam nadzieje,że nie będzie tak źle powiedziałam sama do siedzie i położyłam się na łóżku chyba zasnęłam bo nic nie pamiętam..
niedziela, 17 listopada 2013
Rozdział 47
Oczami Victori:
James obudził mnie o 5.00 mówiąc,że za godzinę mamy samolot do domu szybko wstałam przygotowałam się i zeszłam na dół.
W kuchni siedział już James popijając kawę.
-Cześć powiedział widząc mnie w progu.
-No cześć.
-Chcesz omleta.
-Z miłą chęcią.
-A więc proszę powiedział nakładając mi na talerz.
-Dzięki James.
-Tak.
-O której będziemy w Los Angeles.
-Za niecałe 3 godz.
-A to fajnie już nie mogę się doczekać kiedy się położę w łóżku.
Cały lot przespałam więc szybko mi ten czas miną obudził mnie James mówiąc,że już wysiadamy zabraliśmy wszystkie bagaże i wrośliśmy do domu była godzina 9.20 gdy weszliśmy do sypiali ja od razu poszłam spać a James zszedł na dół.
Oczami Ciary:
Obudziłam się gdzieś około 10.00 dzisiejszego dnia było strasznie gorąco usiadłam na brzegu łóżka i zaczęłam myśleć o Jo i Kendall.
Gdy pierwszy raz Kendall mi powiedział,że ma dziewczynę myślałam,że to będzie kolejna laska piękna na twarzy ale nie mająca mózgu bo przecież no zawsze ma pecha w miłości z każdą która był miał tylko kłopoty.
Lecz gdy poznałam Jo okazało się,że ta dziewczyna jest w sam ras dla Kendalla piękna mądra wygadana i sprytna chociaż jedną wybrał dobrze.
Postanowiłam wstać umyć się i zejść na dół.
Umyłam się ubrałam i zeszłam na dół w pewnym momencie usłyszałam krzyk i śmiech dochodzący z salonu weszłam tam i zobaczyłam Jamesa z Loganem skaczących i z czegoś się cieszących.
-Y co wy robicie gdy tylko mnie zobaczyli zrobili dziwnie miny.
-My zapytali.
-No wy co robicie.
-No ten my tylko cieszymy się z tego,że James sprowadził Victorię do dom.
-Aha i dlatego tak skaczecie z radości..
-No.
-Ehem uznajmy,że jest normalne.
-Ej młoda powiedział James mam focha.
-Za co......a no tak cieszę się że cie widzę powiedziałam i go przytuliłam.
-No zaraz lepiej.
-Tak idę coś zjeść powiedziałam i poszłam do kuchni.
w kuchni za uwarzyłam stół z jedzeniem jak by dla całego wojska za mną weszli Logan i James.
-Chłopaki ile osób tu je.
-No wiesz Ty,Ja,James,Victoria,Camil,Jo,Kendall,Carlos,Megan, powiedział Logan.
-Dla 9 osób tak dużo jedzenia to ile wy jecie.
-No Jo,Megan,Cami,Vick no i ty zjecie na pewno dwie kanapki.
-No raczej.
-No a my całą resztę powiedział dumny Logan.
-Serio 5 dziewczyn zje troszkę a wy we 4 zjecie tyle co pół wojska.
-Ym tak raczej tak.
-Łał,że was jeszcze nie rozerwało.
-Ty się o nas nie martw my tak szybko nie damy się pokonać powiedział James.
-Jeszcze zobaczymy a tak po za tym gdzie masz Foxa.
-A no właśnie nie wiem Jo miała go pilnować chodźmy do niej.
-Ok powiedziała równo z Loganem.
-Chwila powiedział Logan.
-Co.
-A może ich tak trochę brutalnie wodą oblejemy będzie zabawna pobudka.
-Jasne czemu nie powiedział James wrócił się do kuchni po chwili przyniósł 3 butelki napełnione wodą.
-Gotowi zapytał James.
-Jak zawsze powiedzieliśmy i poszliśmy weszliśmy do sypialni Jo i Kendall mojego kuzyna nie było a Jo spała z Foxem było mu chyba dobrze bo głowę schował w jej włosach.
-No proszę mój piesek się uzależnił od Jo.
-Tak powiedzieliśmy równocześnie i cicho zaczęliśmy się śmiać.
-Co wy tu robicie usłyszeliśmy głos za pleców odwróciliśmy się a tam stał Kendall.
-Bo my przyszliśmy po Foxa.
-Z butelkami pełnymi wody.
-No tak bo nam się pić chcę.
-Nie na serio my tylko po psa powiedział James biorąc Foxa i budząc przytytym Jo.
-Co się dzieje powiedziała Jo widząc minę Kendalla.
-Zrobimy tak macie 3 sekundy aby z tond wyjść albo już nigdy z tond nie wyjdziecie powiedział Kendall głosem mordercy.
Chłopaki tak się wystraszyli tymi słowami,że uciekli aż się za nimi kurzyło a ja spokojnie i pomału poszłam za nimi.
Oczami Jo:
Poczułam jak ktoś zabiera mi Foxa otworzyłam oczy to był James uśmiechnął się i odwrócił ja szybko się podniosłam by zobaczyć o się dzieje.
-Co się dzieje powiedziałam widząc minę Kendalla.
-Zrobimy tak macie 3 sekundy aby z tond wyjść albo już nigdy z tond nie wyjdziecie powiedział Kendall głosem mordercy co zabrzmiało straszne śmiesznie.
Chłopaki tak się wystraszyli tymi słowami,że uciekli aż się za nimi kurzyło a Ciara spokojnie i pomału poszłam za nimi.
-Kendall co to było.
-A nic chcieli nas oblać wodą ale im nie wyszło.
-Ha ha zauważyłam chwila James wrócił.
-Tak.
-Czyli Vick wróciła z nim powiedziałam szybko wstałam pocałowałam Kendalla i zamknęłam się w łazience szybko się umyłam ubrałam i zbiegłam na dół.
-James powiedziałam widząc go.
-Cześć młoda.
-Vick wróciła.
-Tak wróciła.
-To super śpi.
-Tak.
-To dobrze co jest do jedzenia.
-Jaja,chleb,ser,pomidor,papryka,szynka co chcesz.
-A czemu nie wołacie reszty.
-Y ty zawołaj.
-Ok poszłam na schody i krzyknęłam śniadanie po chwili wszyscy byli w kuchni nawet Vick wszyscy się cieszyli że znowu ją widzimy postanowiłam z Vick iść na spacer i dowiedzieć się co u niej poszłyśmy do parku ale gdybyśmy wiedziały co się tam stanie nigdy byśmy tam nie poszły w ten dzień.
James obudził mnie o 5.00 mówiąc,że za godzinę mamy samolot do domu szybko wstałam przygotowałam się i zeszłam na dół.
W kuchni siedział już James popijając kawę.
-Cześć powiedział widząc mnie w progu.
-No cześć.
-Chcesz omleta.
-Z miłą chęcią.
-A więc proszę powiedział nakładając mi na talerz.
-Dzięki James.
-Tak.
-O której będziemy w Los Angeles.
-Za niecałe 3 godz.
-A to fajnie już nie mogę się doczekać kiedy się położę w łóżku.
Cały lot przespałam więc szybko mi ten czas miną obudził mnie James mówiąc,że już wysiadamy zabraliśmy wszystkie bagaże i wrośliśmy do domu była godzina 9.20 gdy weszliśmy do sypiali ja od razu poszłam spać a James zszedł na dół.
Oczami Ciary:
Obudziłam się gdzieś około 10.00 dzisiejszego dnia było strasznie gorąco usiadłam na brzegu łóżka i zaczęłam myśleć o Jo i Kendall.
Gdy pierwszy raz Kendall mi powiedział,że ma dziewczynę myślałam,że to będzie kolejna laska piękna na twarzy ale nie mająca mózgu bo przecież no zawsze ma pecha w miłości z każdą która był miał tylko kłopoty.
Lecz gdy poznałam Jo okazało się,że ta dziewczyna jest w sam ras dla Kendalla piękna mądra wygadana i sprytna chociaż jedną wybrał dobrze.
Postanowiłam wstać umyć się i zejść na dół.
Umyłam się ubrałam i zeszłam na dół w pewnym momencie usłyszałam krzyk i śmiech dochodzący z salonu weszłam tam i zobaczyłam Jamesa z Loganem skaczących i z czegoś się cieszących.
-Y co wy robicie gdy tylko mnie zobaczyli zrobili dziwnie miny.
-My zapytali.
-No wy co robicie.
-No ten my tylko cieszymy się z tego,że James sprowadził Victorię do dom.
-Aha i dlatego tak skaczecie z radości..
-No.
-Ehem uznajmy,że jest normalne.
-Ej młoda powiedział James mam focha.
-Za co......a no tak cieszę się że cie widzę powiedziałam i go przytuliłam.
-No zaraz lepiej.
-Tak idę coś zjeść powiedziałam i poszłam do kuchni.
w kuchni za uwarzyłam stół z jedzeniem jak by dla całego wojska za mną weszli Logan i James.
-Chłopaki ile osób tu je.
-No wiesz Ty,Ja,James,Victoria,Camil,Jo,Kendall,Carlos,Megan, powiedział Logan.
-Dla 9 osób tak dużo jedzenia to ile wy jecie.
-No Jo,Megan,Cami,Vick no i ty zjecie na pewno dwie kanapki.
-No raczej.
-No a my całą resztę powiedział dumny Logan.
-Serio 5 dziewczyn zje troszkę a wy we 4 zjecie tyle co pół wojska.
-Ym tak raczej tak.
-Łał,że was jeszcze nie rozerwało.
-Ty się o nas nie martw my tak szybko nie damy się pokonać powiedział James.
-Jeszcze zobaczymy a tak po za tym gdzie masz Foxa.
-A no właśnie nie wiem Jo miała go pilnować chodźmy do niej.
-Ok powiedziała równo z Loganem.
-Chwila powiedział Logan.
-Co.
-A może ich tak trochę brutalnie wodą oblejemy będzie zabawna pobudka.
-Jasne czemu nie powiedział James wrócił się do kuchni po chwili przyniósł 3 butelki napełnione wodą.
-Gotowi zapytał James.
-Jak zawsze powiedzieliśmy i poszliśmy weszliśmy do sypialni Jo i Kendall mojego kuzyna nie było a Jo spała z Foxem było mu chyba dobrze bo głowę schował w jej włosach.
-No proszę mój piesek się uzależnił od Jo.
-Tak powiedzieliśmy równocześnie i cicho zaczęliśmy się śmiać.
-Co wy tu robicie usłyszeliśmy głos za pleców odwróciliśmy się a tam stał Kendall.
-Bo my przyszliśmy po Foxa.
-Z butelkami pełnymi wody.
-No tak bo nam się pić chcę.
-Serio mówił patrząc na nas wzrokiem "wiem że kłamiecie".
-Nie na serio my tylko po psa powiedział James biorąc Foxa i budząc przytytym Jo.
-Co się dzieje powiedziała Jo widząc minę Kendalla.
-Zrobimy tak macie 3 sekundy aby z tond wyjść albo już nigdy z tond nie wyjdziecie powiedział Kendall głosem mordercy.
Chłopaki tak się wystraszyli tymi słowami,że uciekli aż się za nimi kurzyło a ja spokojnie i pomału poszłam za nimi.
Oczami Jo:
Poczułam jak ktoś zabiera mi Foxa otworzyłam oczy to był James uśmiechnął się i odwrócił ja szybko się podniosłam by zobaczyć o się dzieje.
-Co się dzieje powiedziałam widząc minę Kendalla.
-Zrobimy tak macie 3 sekundy aby z tond wyjść albo już nigdy z tond nie wyjdziecie powiedział Kendall głosem mordercy co zabrzmiało straszne śmiesznie.
Chłopaki tak się wystraszyli tymi słowami,że uciekli aż się za nimi kurzyło a Ciara spokojnie i pomału poszłam za nimi.
-Kendall co to było.
-A nic chcieli nas oblać wodą ale im nie wyszło.
-Ha ha zauważyłam chwila James wrócił.
-Tak.
-Czyli Vick wróciła z nim powiedziałam szybko wstałam pocałowałam Kendalla i zamknęłam się w łazience szybko się umyłam ubrałam i zbiegłam na dół.
-James powiedziałam widząc go.
-Cześć młoda.
-Vick wróciła.
-Tak wróciła.
-To super śpi.
-Tak.
-To dobrze co jest do jedzenia.
-Jaja,chleb,ser,pomidor,papryka,szynka co chcesz.
-A czemu nie wołacie reszty.
-Y ty zawołaj.
-Ok poszłam na schody i krzyknęłam śniadanie po chwili wszyscy byli w kuchni nawet Vick wszyscy się cieszyli że znowu ją widzimy postanowiłam z Vick iść na spacer i dowiedzieć się co u niej poszłyśmy do parku ale gdybyśmy wiedziały co się tam stanie nigdy byśmy tam nie poszły w ten dzień.
niedziela, 3 listopada 2013
Rozdział 46
Lot samolotem upłyną mi strasznie jakaś laska o imieniu Celeste uczepiła się mnie nie dawała mi spoko była ładna nie powiem ale przez cały lot tylko gadała i gadała już miałem jej dość.
Gdy wylądowaliśmy szybko wysiadłem chciałem uciec tej lasce ale ona na upartego za mną łaziła w końcu się zatrzymałem i od wróciłem do niej.
-Celeste powiedziałem.
-Tak.
-Wiesz jesteś fajna ale ja muszę już iść do mojej dziewczyny i nie za bardzo mam czas na pogawędki.
-Ale.
-Nie ma ale sorry ja muszę iść pa powiedziałem i poszedłem nie zwracałem uwagi na nią no wiem może byłem nie miły ale nie mam czasu muszę jak najszybciej się dostać do Victori.
Wszędzie szukałem tego budynku nigdzie nie umiałem go znaleźć szedłem dalej w końcu znalazłem był to bardzo ładny dom chodź trochę za duży jak dla jednej osoby.
Podszedłem do drzwi zapukałem i czekałem aż ktoś je otworzy.
Ktoś podszedł drzwi się otwarły a w drzwiach ukazała się ta sama dziewczyna która leciała zemną samolotem.
-Celeste ty tu mieszkasz powiedziałem zaskoczony.
-Tak cześć James a co ty tu robisz.
-Tu mieszka moja dziewczyna Victoria.
-Victoria jest twoją dziewczyną.
-Tak.
-T o super wchodź zaraz ją zawołam.
-Dzięki powiedziałem wchodząc do środka.
-Nie ma sprawy powiedziała i zniknęła po chwili ktoś zszedł ze schodów a tym kimś była Victoria.
-James co ty tu robisz zapytała przerażona.
-Victoria przyleciałem do ciebie musimy porozmawiać.
-A mamy o czym.
-Tak mamy.
-Może ty masz bo ja nie.
-Victoria no przepraszam zachowałem się jak dupek wiem o tym przepraszam ale ja po prostu byłem zły,że nic mi wcześniej nie powiedziałaś tylko przed wyjazdem wyskoczyłaś z ty "wyjeżdżam do szkoły w New York"wiesz jak mnie to zabolało nawet sobie tego nie wyobrażasz.
-Masz rację powinnam ci powiedzieć ale tak się bałam,że się wkurzysz i wciąż to odwlekałam a potem było już za późno.
-Obydwoje popełniliśmy błąd wybacz im.
-Wybaczam a ty mi wybaczysz.
-Oczywiście,że tak powiedziałem i ją pocałowałem.
-Kocham cię powiedziała.
-Ja ciebie też.
- Wiem.
-To dobrze,że wiesz a mam pytanie jak ci się podoba w szkolę.
-Szczerzę.
-Tak.
-Nie podoba mi się ta szkoła,
-Co jak to.
-Mówią,że jest najlepsza ale to nie prawda nie chce już do niej chodzić.
-To się wypisz i wródź zemną do Los Angeles.
-Wiesz co z miłą chęcią.
-Na prawdę.
-Tak jutro się wypiszę i wracamy.
-To świetnie powiedziałem i ją pocałowałem.
-A James jeszcze jedno Jo ci powiedziała gdzie mieszkam prawda.
-Nie skłamałem.
-Nie kłam tylko ona wiedziała gdzie mieszkam gdyby ci nie powiedziała nie było by cię tu.
-Tak powiedziałam mi jesteś zła.
-Nie ciesze się bo gdyby nie ona nie przyjechał byś tu a ja bym się tu męczyła.
-Widzisz masz wspaniałą przyjaciółkę a ja siostrę.
-Tak to prawda.
-Obejrzymy jakiś film.
-Jak.
-Nie wiem jakiś Horror.
-Spoko włącz coś a j zrobię coś do jedzenia.
-Ok powiedział a ja poszłam do kuchni zrobiłam popcorn nalałam coli i poszłam do pokoju James już siedział i czekał na mnie.
-No to co oglądamy.
-Martwe zło.
-Ten najnowszy.
-Tak.
-Ok usiadłam obok i zaczęliśmy oglądać był obrzydliwy ale było warto po obejrzeniu zachciało mi się spać poszłam się umyć wyszła z łazienki położyłam się James też się umył i położył zemną cieszyłam się,że tu jest tek straszne go kochałam w duszy dziękowałam Jo,że powiedział Jamesowi gdzie jestem nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Oczami Jo:
Wróciłam wykończona z pracy chciałam iść tylko spać na dzień dobry przywitał mnie Fox szczekając i wesoło merdając ogonkiem.
-Cześć maluchu głodny powiedziałam biorąc go na ręce a on zaszczekał.
-Już ci daje wyciągnęłam jego żarcie nakarmiłam i poszłam do salonu nikogo nie było Kendall jeszcze nie wrócił z Ciarą może i dobrze bo jest cicho i spokojnie położyłam się na kanapie i usłyszałam otwieranie się drzwi.
-Już jesteśmy powiedział Kendall.
-To sobie odpoczełam powiedziałam.
-Coś mówiłaś powiedział Kendall wchodząc do pokoju.
-Nie nic powiedziałam tylko cześć.
-Aha no to cześć powiedział i mnie pocałował.
-Co robiliście.
-A byliśmy w parku na lodach na plaży i nic po za tym.
-Aha to fajnie.
-Podobało ci się Ciara.
-Tak i to bardzo zrobiła, pare zdjęć chcesz zobaczyć.
-No jasne.
-Tu byliśmy w parku.
-No no śliczne.
-A tu Kendall chciał mi coś zagrać ale coś się stałe z struną.
-Naprawiliście.
-Tak po 20 min się udało.
-Ta zauważyłam.
-No i ostatnie.
-No widzę,że się na prawdę dobrze bawiliście.
-Tak a ty jak tam w pracy zapytała Ciara.
-A no wiesz dobrze nic nowego zdjęcia zdjęcia i jeszcze raz zdjęcia.
-Czyli nic nowego.
-Nic wiecie co jestem zmęczona Ciara pokarze ci twój pokój ok.
-Ok poszłyśmy do góry.
-Tu będziesz spała powiedziałam i otwarłam drzwi.
-Tak i to bardzo.
-To się cieszę wykąp się i odpocznij dobranoc.
-Dziękuje dobranoc powiedziała poszłam do pokoju umyłam się ubrałam i położyłam się spać nawet nie wiem kiedy zasnęłam słyszałam tylko jak Kendall idzie się myć a potem cisza zasnęłam.
Gdy wylądowaliśmy szybko wysiadłem chciałem uciec tej lasce ale ona na upartego za mną łaziła w końcu się zatrzymałem i od wróciłem do niej.
-Celeste powiedziałem.
-Tak.
-Wiesz jesteś fajna ale ja muszę już iść do mojej dziewczyny i nie za bardzo mam czas na pogawędki.
-Ale.
-Nie ma ale sorry ja muszę iść pa powiedziałem i poszedłem nie zwracałem uwagi na nią no wiem może byłem nie miły ale nie mam czasu muszę jak najszybciej się dostać do Victori.
Wszędzie szukałem tego budynku nigdzie nie umiałem go znaleźć szedłem dalej w końcu znalazłem był to bardzo ładny dom chodź trochę za duży jak dla jednej osoby.
Podszedłem do drzwi zapukałem i czekałem aż ktoś je otworzy.
Ktoś podszedł drzwi się otwarły a w drzwiach ukazała się ta sama dziewczyna która leciała zemną samolotem.
-Celeste ty tu mieszkasz powiedziałem zaskoczony.
-Tak cześć James a co ty tu robisz.
-Tu mieszka moja dziewczyna Victoria.
-Victoria jest twoją dziewczyną.
-Tak.
-T o super wchodź zaraz ją zawołam.
-Dzięki powiedziałem wchodząc do środka.
-Nie ma sprawy powiedziała i zniknęła po chwili ktoś zszedł ze schodów a tym kimś była Victoria.
-Victoria przyleciałem do ciebie musimy porozmawiać.
-A mamy o czym.
-Tak mamy.
-Może ty masz bo ja nie.
-Victoria no przepraszam zachowałem się jak dupek wiem o tym przepraszam ale ja po prostu byłem zły,że nic mi wcześniej nie powiedziałaś tylko przed wyjazdem wyskoczyłaś z ty "wyjeżdżam do szkoły w New York"wiesz jak mnie to zabolało nawet sobie tego nie wyobrażasz.
-Masz rację powinnam ci powiedzieć ale tak się bałam,że się wkurzysz i wciąż to odwlekałam a potem było już za późno.
-Obydwoje popełniliśmy błąd wybacz im.
-Wybaczam a ty mi wybaczysz.
-Oczywiście,że tak powiedziałem i ją pocałowałem.
-Kocham cię powiedziała.
-Ja ciebie też.
- Wiem.
-To dobrze,że wiesz a mam pytanie jak ci się podoba w szkolę.
-Szczerzę.
-Tak.
-Nie podoba mi się ta szkoła,
-Co jak to.
-Mówią,że jest najlepsza ale to nie prawda nie chce już do niej chodzić.
-To się wypisz i wródź zemną do Los Angeles.
-Wiesz co z miłą chęcią.
-Na prawdę.
-Tak jutro się wypiszę i wracamy.
-To świetnie powiedziałem i ją pocałowałem.
-A James jeszcze jedno Jo ci powiedziała gdzie mieszkam prawda.
-Nie skłamałem.
-Nie kłam tylko ona wiedziała gdzie mieszkam gdyby ci nie powiedziała nie było by cię tu.
-Tak powiedziałam mi jesteś zła.
-Nie ciesze się bo gdyby nie ona nie przyjechał byś tu a ja bym się tu męczyła.
-Widzisz masz wspaniałą przyjaciółkę a ja siostrę.
-Tak to prawda.
-Obejrzymy jakiś film.
-Jak.
-Nie wiem jakiś Horror.
-Spoko włącz coś a j zrobię coś do jedzenia.
-Ok powiedział a ja poszłam do kuchni zrobiłam popcorn nalałam coli i poszłam do pokoju James już siedział i czekał na mnie.
-No to co oglądamy.
-Martwe zło.
-Ten najnowszy.
-Tak.
-Ok usiadłam obok i zaczęliśmy oglądać był obrzydliwy ale było warto po obejrzeniu zachciało mi się spać poszłam się umyć wyszła z łazienki położyłam się James też się umył i położył zemną cieszyłam się,że tu jest tek straszne go kochałam w duszy dziękowałam Jo,że powiedział Jamesowi gdzie jestem nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Oczami Jo:
Wróciłam wykończona z pracy chciałam iść tylko spać na dzień dobry przywitał mnie Fox szczekając i wesoło merdając ogonkiem.
-Cześć maluchu głodny powiedziałam biorąc go na ręce a on zaszczekał.
-Już ci daje wyciągnęłam jego żarcie nakarmiłam i poszłam do salonu nikogo nie było Kendall jeszcze nie wrócił z Ciarą może i dobrze bo jest cicho i spokojnie położyłam się na kanapie i usłyszałam otwieranie się drzwi.
-Już jesteśmy powiedział Kendall.
-To sobie odpoczełam powiedziałam.
-Coś mówiłaś powiedział Kendall wchodząc do pokoju.
-Nie nic powiedziałam tylko cześć.
-Aha no to cześć powiedział i mnie pocałował.
-Co robiliście.
-A byliśmy w parku na lodach na plaży i nic po za tym.
-Aha to fajnie.
-Podobało ci się Ciara.
-Tak i to bardzo zrobiła, pare zdjęć chcesz zobaczyć.
-No jasne.
-Tu byliśmy w parku.
-No no śliczne.
-A tu Kendall chciał mi coś zagrać ale coś się stałe z struną.
-Naprawiliście.
-Tak po 20 min się udało.
-Ta zauważyłam.
-No i ostatnie.
-No widzę,że się na prawdę dobrze bawiliście.
-Tak a ty jak tam w pracy zapytała Ciara.
-A no wiesz dobrze nic nowego zdjęcia zdjęcia i jeszcze raz zdjęcia.
-Czyli nic nowego.
-Nic wiecie co jestem zmęczona Ciara pokarze ci twój pokój ok.
-Ok poszłyśmy do góry.
-Tu będziesz spała powiedziałam i otwarłam drzwi.
-Tak i to bardzo.
-To się cieszę wykąp się i odpocznij dobranoc.
-Dziękuje dobranoc powiedziała poszłam do pokoju umyłam się ubrałam i położyłam się spać nawet nie wiem kiedy zasnęłam słyszałam tylko jak Kendall idzie się myć a potem cisza zasnęłam.
czwartek, 31 października 2013
Rozdział 45
Obudziłam się słysząc jakiś hałas na dole szybko zeszłam na dół w kuchni urzędował James bardzo ładnie się ubrał.
-James co ty robisz czemu tak hałasujesz.
-Oj Jo przepraszam nie chciałem cię obudzić ale straszne się śpieszę na samolot.
-Jedziesz do Victori.
-Tak powiedział i rozlał sok.
-James ty ofiaro idź ja to posprzątam.
-Na prawdę.
-Tak.
-Dziękuję ci bardzo powiedział pocałował mnie w czoło i pobiegł na górę pokiwałam tylko głową i zaczęłam sprzątać po chwili James zbiegł na dół.
-Jo usłyszałam James.
-Tak.
-Zaopiekujesz się Foxem dopóki nie wrócę.
-No jasne, że się nim zaopiekuje.
-Dzięki.
-Nie ma za co idź już.
-Dobra pa.
-Pa powiedziałam i usłyszałam jak zamyka drzwi spojrzałam na Foxa.
-I co maluchu zostaliśmy tylko ja i ty oczywiście z tych normalnych pies tylko zamerdał ogonkiem i podbiegł do mnie wziewam go na ręce chciałam iść na górę ale ktoś zapukał do drzwi myślałam,że to James czegoś zapomniał podeszłam do drzwi otworzyłam je a w progu stała jakaś dziewczyna miała około 16 lat.
-Cześć powiedziała.
-Cześć od powiedziałam zaskoczona.
-Ty jesteś Jo.
-Tak.
-Miło mi poznać jestem Ciara Bravo kuzynka Kendalla.
-Mi również zapraszam cię do środka.
-Dzięki a gdzie jest Kendall.
-Kendall jeszcze śpi.
-Jak to śpi przecież się umówiliśmy na 9.00 a jest już 9.10.
-Faktyczne ale mi nic nie mówił musisz z nim gadać nie zemną choć obudzimy go.
-Dobra od powiedziała weszłyśmy do pokoju Kendall spał w najlepsze rozwalił się na łóżku jak by sam na nim spał spojrzałam na Ciarę miała dziwną minę chyba coś planowała.
-Ciara.
-Tak.
-Co ty kombinujesz.
-A nic tylko go drastycznie obudzę powiedziała i wskoczyła na łóżko budzą wystraszonego blondyna.
-Jo krzykną.
-Co nie krzycz nic ci nie robię Kendall spoglądał zaskoczony to na mnie to na Ciarę.
-Ciara co ty chwila ciszy kurde zapomniałem o tobie.
-No zauważyłam.
-Przepraszam daj mi minutkę zaraz przyjdę wstał i szybko pobiegł do łazienki wyszedł z niej po nie całych 2 minutach.
-Ok możemy iść powiedział.
-Dobra Jo idziesz z nami.
-Nie dzięki muszę jechać dziś do studia mam sesję zdjęciową ale miło mi było cie poznać.
-Mi również powiedziała.
-No to miłej zabawy.
-Dzięki i na wzajem powiedzieli równocześnie i wyszli a ja poszłam do łazienki umyłam się ubrałam i wyszłam z łazienki.
Spakowałam się i wyszła z domu pojechałam do pracy i znów zaczęły się sam nudy.
Oczami Jamesa:
Wyszedłem z domu byłem straszne po denerwowany tak straszne się bałem,że Victoria będzie zła i mi nie wybaczy cieszę się,że ma pasję jakiś cel w życiu ale czemu mi nie powiedział,że wyjeżdża gdy dojadę muszę z nią poważne porozmawiać przyjechałem na lotnisko wszedłem do samolotu cały czas rozmyślałem co zrobię gdy ją spotkam przytulę ochrzanie czy jeszcze coś innego nie wiem, wiem jedno muszę ją spotkać i pogadać.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj z okazji Halloween życzę wszystkim wszystkiego dobrego postaram napisać jutro kolejny rozdział ale nic nie obiecuje.
Dziękuje i życzę miłego czytania.
-James co ty robisz czemu tak hałasujesz.
-Oj Jo przepraszam nie chciałem cię obudzić ale straszne się śpieszę na samolot.
-Jedziesz do Victori.
-Tak powiedział i rozlał sok.
-James ty ofiaro idź ja to posprzątam.
-Na prawdę.
-Tak.
-Dziękuję ci bardzo powiedział pocałował mnie w czoło i pobiegł na górę pokiwałam tylko głową i zaczęłam sprzątać po chwili James zbiegł na dół.
-Jo usłyszałam James.
-Tak.
-Zaopiekujesz się Foxem dopóki nie wrócę.
-No jasne, że się nim zaopiekuje.
-Dzięki.
-Nie ma za co idź już.
-Dobra pa.
-Pa powiedziałam i usłyszałam jak zamyka drzwi spojrzałam na Foxa.
-I co maluchu zostaliśmy tylko ja i ty oczywiście z tych normalnych pies tylko zamerdał ogonkiem i podbiegł do mnie wziewam go na ręce chciałam iść na górę ale ktoś zapukał do drzwi myślałam,że to James czegoś zapomniał podeszłam do drzwi otworzyłam je a w progu stała jakaś dziewczyna miała około 16 lat.
-Cześć powiedziała.
-Cześć od powiedziałam zaskoczona.
-Ty jesteś Jo.
-Tak.
-Miło mi poznać jestem Ciara Bravo kuzynka Kendalla.
-Mi również zapraszam cię do środka.
-Dzięki a gdzie jest Kendall.
-Kendall jeszcze śpi.
-Jak to śpi przecież się umówiliśmy na 9.00 a jest już 9.10.
-Faktyczne ale mi nic nie mówił musisz z nim gadać nie zemną choć obudzimy go.
-Dobra od powiedziała weszłyśmy do pokoju Kendall spał w najlepsze rozwalił się na łóżku jak by sam na nim spał spojrzałam na Ciarę miała dziwną minę chyba coś planowała.
-Ciara.
-Tak.
-Co ty kombinujesz.
-A nic tylko go drastycznie obudzę powiedziała i wskoczyła na łóżko budzą wystraszonego blondyna.
-Jo krzykną.
-Co nie krzycz nic ci nie robię Kendall spoglądał zaskoczony to na mnie to na Ciarę.
-Ciara co ty chwila ciszy kurde zapomniałem o tobie.
-No zauważyłam.
-Przepraszam daj mi minutkę zaraz przyjdę wstał i szybko pobiegł do łazienki wyszedł z niej po nie całych 2 minutach.
-Ok możemy iść powiedział.
-Dobra Jo idziesz z nami.
-Nie dzięki muszę jechać dziś do studia mam sesję zdjęciową ale miło mi było cie poznać.
-Mi również powiedziała.
-No to miłej zabawy.
-Dzięki i na wzajem powiedzieli równocześnie i wyszli a ja poszłam do łazienki umyłam się ubrałam i wyszłam z łazienki.
Spakowałam się i wyszła z domu pojechałam do pracy i znów zaczęły się sam nudy.
Oczami Jamesa:
Wyszedłem z domu byłem straszne po denerwowany tak straszne się bałem,że Victoria będzie zła i mi nie wybaczy cieszę się,że ma pasję jakiś cel w życiu ale czemu mi nie powiedział,że wyjeżdża gdy dojadę muszę z nią poważne porozmawiać przyjechałem na lotnisko wszedłem do samolotu cały czas rozmyślałem co zrobię gdy ją spotkam przytulę ochrzanie czy jeszcze coś innego nie wiem, wiem jedno muszę ją spotkać i pogadać.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj z okazji Halloween życzę wszystkim wszystkiego dobrego postaram napisać jutro kolejny rozdział ale nic nie obiecuje.
Dziękuje i życzę miłego czytania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)























.jpg)


